Polska Grupa Pocztowa: Przesyłki sądowe śledzone GPS-em w rybnym

Ostatnia aktualizacja: 29 stycznia 2014 21:16
Konkurencja dla poczty coraz liczniejsza

Po zamianie zasad doręczeń przesyłek sądowych i prokuratorskich na początku roku zapytaliśmy Polską Grupę Pocztową i spółkę InPost, czy prowadzą badania jakości usług, które świadczą.

W PGP poinformowano nas, że do 28 stycznia do firmy wpłynęło 306 reklamacji (w sprawie kontrakt PGP i InPost wypowiadają się razem). Nie uzyskaliśmy odpowiedzi na pytanie, czego konkretnie dotyczą reklamacje. Odpowiedzi na te pytania mają paść podczas konferencji prasowej, którą firma planuje na dzisiaj.

– Wszystkie placówki upoważnione do świadczenia usług pocztowych mają obowiązek zweryfikowania danych osoby, która zgłosi się po odbiór awizowanej przesyłki rejestrowanej oraz jej uprawnienia do podjęcia przesyłki – napisał w oświadczeniu przesłanym DGP prezes zarządu PGP Leszek Żebrowski. Jak dodatkowo podkreślił, pracownicy firmy zostali poinformowani o odpowiedzialności karnej za porzucone przesyłki bądź pozostawione jej bez należytej ochrony.

PGP przekonuje, że przygotowało się do dostarczania wrażliwiej korespondencji. Firma poinformowała nas, że pracownicy zostali przeszkoleni w zakresie obsługi korespondencji z sądów i prokuratur, m.in. w zakresie ochrony danych osobowych i tajemnicy pocztowej. Ponadto pracownicy muszą przedłożyć zaświadczenie o niekaralności. Odnośnie do bezpieczeństwa samych placówek operator deklaruje, że objęte są monitoringiem, a także ubezpieczone, podobnie jak powierzana PGP korespondencja. PGP mówi, że doręczyciele są wyposażeni w nadajniki GPS, co pozwala na bieżąco monitorować ich położenie, a zapisy tras na podstawie systemu poddawane są szczegółowej weryfikacji.

Pomimo zapewnień odnośnie do stworzenia tych wszystkich mechanizmów, Ministerstwo Sprawiedliwości zainteresowało się zamieszaniem wokół operatorów niepublicznych. 15 stycznia resort zwrócił się z prośbą do prezesów sądów apelacyjnych, aby informowali na bieżąco resort o ewentualnych problemach związanych z działaniem PGP.

Inne zarzuty pod adresem operatorów niepublicznych to zbyt mała częstotliwość pracy doręczycieli, a także niechęć względem placówek zorganizowanych w nietypowych miejscach, np. w sklepie rybnym. Rafał Zgorzelski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Niepublicznych Operatorów Pocztowych mówi, że odejście do sieci tradycyjnych placówek pocztowych to ogólnoeuropejski trend. Jako przykład podaje poczty szwedzką i norweską, które już w latach 90. zrezygnowały z własnej sieci placówek, zamiast tego otwierając punkty na terenie sklepów należących do sieci handlowych. Znakomita większość placówek z logo poczty holenderskiej z kolei jest prowadzona przez prywatnych przedsiębiorców, czyli agentów. Na podobnych zasadach działa sieć jednej z największych poczt na świecie, czyli poczty niemieckiej. Jednocześnie Zgorzelski przypomina, że w wielu krajach Unii pomiędzy pocztą państwową a operatorami prywatnymi zostały podpisane umowy o dostępie do ostatniej mili. – Polega to na tym, że jeden operator pocztowy przyjmuje do swojej sieci przesyłkę, ale doręczać może ją inny – mówi Zgorzelski. Z punktu widzenia klienta ma on wtedy do dyspozycji łączną liczbę placówek zarówno operatorów niepublicznych, jak i państwowego.

Podczas wczorajszego spotkania z dziennikarzami w Ministerstwie Sprawiedliwości wskazywano, że podstawą organizacji przetargu było prawo pocztowe i prawo zamówień publicznych. Oba te akty zobowiązywały do jego przeprowadzenia. – Oferta Poczty Polskiej była o 80 milionów wyższa niż Polskiej Grupy Pocztowej. Poczta jednak nie płaci VAT, czyli jej kalkulacja w odniesieniu do tej złożonej przez PGP była wyższa w sumie o sto kilkadziesiąt milionów – mówił Wojciech Hajduk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Co do tego, czy bezpieczeństwo przesyłek dostarczanych przez PGP z sądów i prokuratur jest zapewnione, mają jednak wątpliwości adwokaci. W najnowszej uchwale Okręgowa Rada Adwokacka w Płocku wskazuje, że „odnotowano doręczanie adwokatom przesyłek otwartych.(…) Do kategorii przypadków wręcz skandalicznych należą: wskazywanie miejsca odbioru przesyłki w miejscowości i gminie innej niż siedziba kancelarii czy miejsca zamieszkania strony, brak lub nieodpowiednie oznaczenie placówki wskazanej jako miejsce odbioru, a także jej usytuowanie”. Poproszone o ustosunkowanie się do tych zarzutów PGP apeluje do wszelkich instytucji o zgłaszanie konkretnych przypadków, które budzą ich wątpliwości, zanim nagłośnią je medialnie.

– Jesteśmy otwarci na dialog i wszelkie usprawnienia, nie możemy jednak odnosić się do zarzutów niepotwierdzonych szczegółowymi danymi – mówi Leszek Żebrowski, prezes PGP SA. I dodaje, że zgodnie ze statystykami dotyczącymi awizacji przesyłek nadanych od 2 do 10 stycznia aż 85 proc. z nich zostało skutecznie doręczonych – dla pozostałych nie zakończył się proces awizacji.

Furmańczyk, Kapiszewski, Krzyżanowska
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna